Kolejny weekendowy wypad, tym razem do dawnej stolicy Rumunii, czyli do czterdziestotysięcznego Câmpulung położonego u stóp Karpat, kilkadziesiąt kilometrów od Braszowa. Prawdę mówiąc to niewiele udało nam się zwiedzić bo cały czas szamaliśmy tradycyjną rumuńską kuchnię.
Tyle z samobiczowania. Trzeba jednak przyznać, że w Câmpulung niewiele jest do zwiedzania. Niskie domki, pełno terenowych samochodów, a wszystko to zamknięte w otoczonej przez góry dolinie. Klimat jak na Alasce.



Po czterech miesiącach pobytu w Rumunii znalazłem wreszcie stację kolejową, która wypadałaby niekorzystnie w porównaniu z polskimi dworcami. Przy tym pojedynczym peronie zatrzymują się pociągi w centrum miasta. Na szczęście dla mieszkańców jest też drugi przystanek, niestety na przedmieściach.

Jedną z atrakcji były zakupy na typowo rumuńskim rynku na którym kupić można typowe dla nich specjały — słoiki pełne zakuski, pigwy, suszoną bazylię czy butelki po Coca-coli wypełnione kozim mlekiem. Jednak prawdziwą sensacją był salon z serami. Unoszący się w powietrzu fetor powala. Warto wspomnieć, że Rumuni nie znają słodkich serów (na próżno szukać twarogu), a najpopularniejsza w ich asortymencie jest nieco tylko mniej słona od oscypka bryndza, bądź też brânza. Stąd też na cały nabiał zwykło się w Rumunii mówić ”brânzeturi”.


Urzekła mnie ponadto możliwość samodzielnego nalania sobie butelki wina w sklepie spożywczym. Do wyboru – butelka o pojemności dwóch litrów albo pięciolitrowy baniak.

Zwiedzając miasto w jednej z cerkwi natrafiliśmy na sakrament chrztu. Jako że miejsca było niewiele (większość cerkwi jest tych rozmiarów) to i rozmach był dużo mniejszy niż w polskich kościołach. Jako goście, mimo iż niezaproszeni, zostaliśmy poczęstowani czekoladkami z bombonierki Milki. Za zdrowie małego.

Rodzinka u której nocowaliśmy mieszka w domku przy jednej z mniejszych ulic Câmpulung. Z bodajże pięciorga dzieci większość wyemigrowała do stanów; stąd też znalazły się dla nas wolne łóżka. Jako że domek jest spory (znalazło się miejsce dla psa, kilku kur i mini-magazynu kukurydzy) i miejscami mocno niedogrzany, domownicy całe dnie spędzają w kuchni gdzie zawsze coś się dzieje i gdzie zazwyczaj jest najcieplej. Mój rumuński jest co najwyżej kiepski, udało mi się jednak trochę z gospodarzami porozmawiać. Dowiedziałem się, że Żydzi i masoni żądzą światem i że wszyscy politycy to złodzieje. A Rumunii nie spotkało nic gorszego od barbarzyńskiej prywatyzacji.

To właśnie w Câmpulung znajdowała się zamknięta w 2006 roku fabryka samochodów Aro, eksportowanych ponoć również do Polski. Ojciec mojej koleżanki pracował w dziale sprzedaży i z dumą pochwalił się współpracą z naszym krajem. Prawdę mówiąc nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział pojazd marki Aro w Polsce (czy gdziekolwiek indziej, gwoli ścisłości). Po powrocie do Bukaresztu kilka dni zajęło mi dostrzeżenie choćby jednego egzemplarza:

Przez dwa i pół dnia na rumuńskiej prowincji żywiliśmy się mamałygą, domowej roboty miodem, frytkami, słonymi serami, przygotowywanymi w garnkach herbatami, smakującymi jak skrzyżowanie kaszanki i parówki cârnați, domowej roboty majonezem, smażonymi na głębokim tłuszczu sznyclami oraz skąpanymi w oleju ogórkami. W rumuńskiej kuchni nawet surówki są niezdrowe. Nie mówiąc już o sałatkach. Zaś do przygotowania jednego ciasta potrzeba półtorej kostki masła. Ja jebię.


A mnie urzekła Twoja historia :P
Pozdro z równie klimatycznego Mazowsza!
Dear Blogger,
The results are now in for the Top 100 International Exchange and Experience Blogs 2010 and we have some great news – you and your blog made the Top 100 list!
Congratulations from the team at bab.la and Lexiophiles! We had more votes for this competition than we have ever had before – over 19,000 – so you should be really proud of yourself for pleasing so many readers!
We have published the entire list of blogs and how they ranked after the voting on our bab.la site (http://en.bab.la/news/top-100-international-exchange-experience-blogs-2010). There you can also find a nice map showing where the top 100 bloggers are located around the world. It’s possible to add the map to your website by coping and pasting the code available next to it.
We have also created an “IX 10 Top 100” button for you to put onto your blog. Please e-mail me and I’ll send you the button code.
We enjoyed this competition a lot and really hope did too. Keep your eyes on bab.la and Lexiophiles for the next one!
Kind regards,
Priscila
On behalf of the bab.la and Lexiophiles team
Wojtaszku, miod domowej roboty brzmi jak dla mnie dziwnie,bo to tak jakby oni przyodziwali stroje pszczele i robili bzzz w obrebie domu, a potem miod osadzal sie na scianach :p aczkolwiek tez mi smakowal! Buziaki juz z Poznania
a widziałaś gdzieś tam pszczoły? ja nie ;)
Hey, that’s a really beautiful picture. She reminds me of an old berber woman I met near Fez Morocco.
Best,
vago
Aaaaa, czy ta Babcia wyraziła zgodę na rozpowszechnianie jej wizerunku? :P
a ten kot? ;d